— Ojej! Nudzisz.

Pochylił się ku niej i cmoknął w policzek. Mańka wszakże nie dała się z tym zbyć i objąwszy szyję Dyzmy, przywarła do jego ust.

Miała wargi soczyste, jędrne i zimne od mrozu.

— No, dość — odsunął ją od siebie.

— Wróć! Wróć do mnie — wyszeptała.

— A to piła z ciebie. Zobaczę, może później. Do widzenia.

Skinęła w milczeniu głową.

Długo jeszcze stała na miejscu, patrząc za nim. Gdy znikł na skrzyżowaniu ulic, otarła chustką oczy i poszła w przeciwną stronę.

Nikodem był wściekły. Ta Mańka, która zjawiła się nagle ni z tego, ni z owego... Dawno o niej zapomniał... I w ogóle jakim prawem go się czepia?!... No oczywiście, kocha się i w gruncie dobra dziewczyna, ale to jeszcze nie powód, by łaziła za nim...

„Jeszcze mnie kiedy skompromituje. Albo Ninie nagada czego. Cholera”!