W jej oczach zabłysły łzy.
— Jeszcze mi tu wyć zaczniesz, no mówię ci, że nie mogę. Dziś nie mogę. Gdybym nawet chciał.
— Dlaczego?
— Mam robotę.
— Aha!... skinęła głową z powagą.
Zrozumiała, że oczywiście taka rzecz, jak „zrobienie” banku, to nie byle co i że ona, Mańka, wobec tego nic nie znaczy.
— Ale później — zaczęła — później...
— Może później. Do widzenia.
Chciał odejść, lecz jeszcze raz go zatrzymała.
— Nikodem, nie pocałujesz mnie?