Dyzma chciał powiedzieć, że tego nie rozumie, ale ugryzł się w język. Lepiej być ostrożnym.
— Klęska — powtórzył Kunicki — ceny lecą na łeb, na szyję. Za dwa miesiące będziemy sprzedawali za psie poszycie. Klęska urodzaju, panie drogi.
„Aha! — pomyślał Dyzma — widzisz, kto by to przypuszczał. Ale najlepszy sposób to jak najmniej gadać albo, broń Boże, wypytywać”!
— No, to zrozumiałe — rzekł głośno — tylko ja nie sądzę, żeby miało być tak źle, jak pan przepowiada.
Zamilkł; przyszło mu do głowy, że jednak trzeba coś dodać, żeby nie wyglądać na naiwnego. Toteż powiedział, ot tak, na wszelki wypadek:
— Zboże podrożeje.
— Ba, jedynie w tym wypadku, jeżeli rząd zacznie magazynować zboże.
— A kto panu powiedział, że nie zacznie?!
— Co pan mówi?! — podskoczył Kunicki.
Dyzma przestraszył się, że palnął jakieś kapitalne głupstwo, ale wnet się uspokoił, gdyż jego towarzyszowi aż zaświeciły się oczy.