— Ale ci świadkowie przecie już nie żyją.

Adwokat uśmiechnął się blado.

— Istotnie, a chyba nie sądzi pan prezes, by wydobycie zeznań zza grobu miało kosztować taniej?...

Nikodem zrozumiał.

— To znaczy?... — zapytał.

— Znaczy — odparł wstając adwokat — że skoro trzeba, to trzeba.

Nikodem sięgnął do kieszeni, wyjął plik banknotów, odliczył należność i wstał.

Odprowadzając go do przedpokoju adwokat tłumaczył mu jeszcze, jak należy załatwić formalności pozostałe, a mianowicie przeprowadzenie odpowiednich zmian w księgach stanu cywilnego itp.

Pożegnał go wreszcie ukłonem, pełnym dostojeństwa i powagi.

Prosto od adwokata Nikodem pojechał do Niny.