„Ciekawa rzecz, ile jeszcze zaśpiewa dla siebie ten adwokat” — pomyślał.
Jakby w odpowiedzi na jego nie wymówione pytanie mecenas wydobył z teczki małą karteczkę, coś zliczył złotym ołówkiem i powiedział:
— Moje honorarium zaś wynosi cztery tysiące dwieście złotych.
Dyzma aż podskoczył na krześle.
— Ile?
— Cztery tysiące dwieście, panie prezesie.
— Pan chyba żartuje! Myślałem, że będzie tysiąc, niech dwa!...
— Panie prezesie, miałem zaszczyt od początku uprzedzić pana, że podejmę się sprawy jedynie pod warunkiem uznania mego normalnego honorarium i wszelkich ubocznych kosztów.
— Ale cztery tysiące! To razem kosztuje blisko sześćdziesiąt tysięcy!
— Pan prezes zechce wziąć pod uwagę, że żaden inny adwokat w tych warunkach nie mógł unieważnienia przeprowadzić. Musiałem wydać znaczne kwoty na sporządzenie dodatkowych zeznań świadków...