Mańka nie odpowiedziała.

Rozdział osiemnasty

Gabinet mecenasa urządzony był z przepychem, łączącym powagę z elegancją, surowość form ze znajomością smaku, słowem, odznaczał się tymi samymi cechami, co i jego właściciel, siwy już dżentelmen z niedużą, kwadratowo przystrzyżoną brodą, znakomitość w dziedzinie rozwodowej, radny miasta, kurator Towarzystwa Ochrony Rodziny i szambelan499 Jego Świątobliwości.

Dyzma, siedząc przed biurkiem, przyglądał się mu z szacunkiem i z uwagą słuchał cichego, spokojnego głosu, łagodnie, lecz dobitnie odliczającego wyrazy z płynnością szerokiej powolnej rzeki.

Nad głową mecenasa w szerokich złoconych ramach wisiał wielki portret papieża.

Nie przerywając mówienia, adwokat otworzył biurko, wydobył teczkę, a z niej złożony we czworo wielki dokument na pergaminie. Rozłożył go w powietrzu.

Ze środka zwisały na białych jedwabnych sznurkach dwie wielkie woskowe pieczęcie. Jedną z nich mecenas ucałował ze czcią i podał dokument Dyzmie.

Dokument sporządzony był po łacinie, jednakże Nikodem dobrze wiedział, co zawiera.

Było to unieważnienie małżeństwa Niny.

Teraz, gdy już je miał w ręku, przyszło mu na myśl, że jednak bardzo drogo kosztowało.