Komisarz zerwał się na równe nogi i zaczął krzyczeć waląc pięściami w stół:

— Ach, ty gadzino! Cofniesz! Ja ci powiadam, że cofniesz! Jak pies odszczekasz!

Chodził wzburzony po pokoju. Wreszcie zatrzymał się przed Mańką.

— No? Cofniesz?

— Nie — odpowiedziała krótko i przygryzła wargi.

— Walasek — rzekł do wchodzącego policjanta — weźcie ją do ostatniego pokoju i wytłumaczcie, że składanie fałszywych oskarżeń na dostojników państwa nie kalkuluje się.

— Rozkaz panie komisarzu.

Wziął dziewczynę za łokieć i wyprowadził na korytarz.

Wlokła się długo, bardzo długo. Słońce już wzeszło, coraz więcej ludzi było na ulicy. Zataczała się i potykała. Przechodnie oglądali się za nią. Jakaś starsza pani, mijając ją, powiedziała z pogardą:

— Tfy, bezwstydna pijaczka!