— Nie rozumiem, panie prezesie?
— Już tam wy, policja, macie swoje sposoby...
— Aha! — połapał się komisarz. — Będzie załatwione, panie prezesie. Moje najniższe uszanowanie. Jeszcze raz przepraszam za niepokój.
— Szkodzi nic. Dziękuję bardzo. A ja już przy sposobności będę pamiętał o panu, panie komisarzu.
Komisarz rozpłynął się w podziękowaniach i kładąc słuchawkę — nacisnął jednocześnie guzik dzwonka. W drzwiach stanął policjant.
— Dawać ją tu.
— No, więc widzisz, całe twoje zeznanie jest fałszywe. Pójdziesz do kryminału.
Czekał na jej odpowiedź, lecz dziewczyna milczała.
— Ale szkoda mi ciebie. Jesteś młoda i głupia, więc jeszcze radzę ci po dobroci, cofnij swoje zeznanie.
— Nie cofnę — powiedziała z uporem — niech tam będzie i kryminał.