Zapanował ogólny gwar, ostra wymiana zdań, a nawet kłótnia, która stopniowo, na skutek perswazji premiera, przeszła w dyskusję.
Minister Jaszuński w pewnym momencie z irytacją zapytał Dyzmę:
— Dlaczegóż to pan prezes zajmuje dziś takie nieubłagane stanowisko, skoro jeszcze przedwczoraj w rozmowie ze mną zapewniał, że w zasadzie zgadza się na wniosek?
Dyzma poczerwieniał.
— Nigdy tego nie mówiłem!
— Owszem, mówił pan, że może to i dobrze będzie.
— Nieprawda!
— To pan mówi nieprawdę! — krzyknął Jaszuński. — Może nie tymi słowami pan mówił, ale mniej więcej oznaczały one zgodę na projekt.
— Ależ, panie kolego — zjadliwym tonem powiedział minister skarbu — czy pan nie rozumie, że prezes Dyzma użył tego podstępu, by nas zaskoczyć swoją opozycją?
Nikodem wstał.