W każdym razie używał w pełni od dawna nie posiadanej swobody, jeździł konno, a nawet samochodem. Dyzma pozwolił mu na to, po cichu żywiąc nadzieję, że kiedyś kark skręci.
Żorż jednak, chociaż urządzał masę psikusów, awantur i brewerii531, jeżeli o jego własną skórę chodziło, umiał być ostrożny. Jego lekki obłęd, nieszkodliwy dla otoczenia, wkrótce stał się ulubionym tematem anegdotek w całej okolicy.
Krzepickiego traktował wyniośle. Podawał mu dwa palce i z reguły nie odpowiadał na jego pytania, jeżeli nie zawierały „proszę pana hrabiego”. Krzepicki śmiał się z tego i nic sobie nie robił z fum532 Żorża.
— Śmieszny wariat — mówił — zawsze się ubawię jego wybrykami. Na wsi to nieoceniona rzecz. Teraz rozumiem, dlaczego dawniej królowie trzymali błaznów.
— Niech go cholera weźmie — odpowiadał Dyzma.
Z Warszawy nadchodziły tymczasem listy od dawnych przyjaciół i wiadomości wcale niepocieszające.
Kryzys gospodarczy rósł z dnia na dzień, co zresztą powoli dawało się wyczuwać i w Koborowie.
Papiernia i tartaki szły wyłącznie zamówieniami rządowymi. Mnożące się bankructwa raz po raz zarywały interesy Dyzmy. Na szczęście ruchliwość Krzepickiego i dostawy dla rządu gwarantowały mu nadal grube dochody. W każdym razie w porównaniu z okolicznym ziemiaństwem mógł się uważać za krezusa533. Im powodziło się coraz gorzej. Doszło do tego, że w najbliższym sąsiedztwie wystawiono na licytację trzydzieści majątków.
Zresztą z całego kraju nadchodziły wieści nie lepsze. Rolnicy zaprzestali używania sztucznych nawozów, własne wydatki zmniejszyli do minimum. Co więcej, szerokim echem zaczęły się rozchodzić pogłoski, że wielu sprzedawało zlombardowane zboże, stanowiące własność Państwowego Banku Zbożowego. W związku z tym i wskutek innych komplikacji gospodarczych obligacje banku zaczęły spadać na łeb na szyję. Wśród posiadaczy tych obligacji wybuchła panika. Zastój w handlu i na giełdzie, ciężki kryzys w przemyśle i niewypłacalność podatników składały się na obraz groźnego niebezpieczeństwa. Dzienniki przepełniły się wiadomościami o bankructwach, lokautach534, strajkach i masowych samobójstwach ludzi, którzy potracili fortuny lub możność znalezienia zarobku.
Pomruk niezadowolenia rósł w kraju, kierując się przeciw rządowi. Coraz głośniej rozbrzmiewało wołanie o silnego człowieka, który by ujął w mocną rękę ster państwa i znalazł środki zaradcze przeciw kryzysowi.