— Mój panie, niech mi pan wierzy: wolno mu, stać go na to. Generał baron Cambronne538 był wersalczykiem!...
Zagrała orkiestra. Przed pałac zaczęły napływać gromadki włościan.
Nadciągnął wreszcie korowód żniwiarzy, śpiewający dożynkową piosenkę białoruską bez słów. W tym tęsknym a-a-a-a, o melodii surowej, niewprawnej i o szorstkim dźwięku, brzmiała nie radość dokonanych żniw, lecz jakby dziki śpiew pobojowiska. Nina zawsze zastanawiała się nad tą niepokojącą melodią, która przechowała się zapewne od tysięcy lat. Nie wiedziała dlaczego, lecz była pewna, że tak musiał brzmieć śpiew Indian.
Tymczasem korowód się zbliżył. Na czele szła rosła tęga dziewucha, o szerokich, rozłożystych biodrach i bujnych piersiach, które zdawały się rozsadzać wyszywaną zgrzebną539 koszulę. Spod krótkiej czerwonej spódnicy widoczne były grube, lecz kształtne łydki i bose stopy, w przeciwieństwie do innych dziewcząt, które miały jedwabne pończochy i lakierowane pantofelki na francuskich obcasach. Przodownica musiała być znacznie biedniejsza od swych koleżanek. Niosła w ręku wielki wieniec, uwity z żyta.
Stojący obok Ponimirskiego baron Rehlf wziął go pod ramię i rzekł półgłosem:
— Cóż za wspaniały okaz! Istna Pomona540! Samica ludzka pełnej krwi. Wyobrażam sobie, jakie musi mieć mięśnie brzucha i ud! Nie wiedziałem, hrabio, że na Kresach, gdzie chłopstwo pod względem eugenicznym541 tak fatalnie się prezentuje, zobaczę coś tak okazowego. Zresztą one wszystkie są ładne. Do diaska, nawet mają rasę! Niewytłumaczalne!
Żorż umieścił monokl542 w orbicie oka i spojrzał lekceważąco na Rehlfa.
— Owszem, całkiem wytłumaczalne, baronie. Ponimirscy są panami na Koborowie od pięciuset lat, a o ile mi wiadomo, żaden z moich czcigodnych przodków nie był przeciwnikiem uświadamiania ludu w jego nadobniejszej połowie.
— Rozumiem, rozumiem — pokiwał głową baron — a plebs wciąż twierdzi, że my, arystokracja, zajmujemy się wyłącznie ulepszaniem rasy koni i bydła. Dość spojrzeć na to chłopstwo, by stwierdzić, że i w tej dziedzinie my robimy najwięcej...
— Przepraszam — przerwał Ponimirski — jak to my?