— Nikt?

— Słowo daję — zapewnił Nikodem.

— Widocznie sądzili, że pan mnie nie będzie miał zaszczytu poznać. Czy pan wie, że oni mnie zabronili wstępu do pałacu? Że kazali jadać samotnie? Że nie wolno mi opuszczać parku, bo Kunik kazał służbie bić mnie kijami, jeżeli wyjdę?

— Ale dlaczego?

— Dlaczego? Dlatego, że jestem niewygodny, że moje wielkopańskie maniery rażą tego parweniusza105, tego bastarda106 maglarki, dlatego, że ja tu powinienem być panem, nie ten łajdacki przybłęda, dlatego, że znieść nie może, iż ja, prawy dziedzic Koborowa, ja, potomek rodu, w naszym odwiecznym gnieździe rodowym muszę być panem!

— To pan Kunic... pan Kunik wziął Koborowo w posagu za siostrą pana hrabiego?

Ponimirski zakrył twarz dłonią i milczał. Po chwili Dyzma spostrzegł, że po długich, niewiarygodnie długich palcach ściekają łzy.

„Co za cholera?!” — zaklął w myśli.

Piesek zaczął piszczeć natarczywie i drapać łapkami nogawicę swego pana. Ten wyjął silnie uperfumowaną jedwabną chusteczkę, otarł oczy i powiedział: — Wybacz pan. Mam nieco podrażniony system nerwowy.

— Proszę bardzo... — zaczął Dyzma.