— Tak? To ciekawe, niech mi pan powie... Przepraszam — rzuciła nagle i odbiegła do klombu.

Dyzma zatrzymał się, nie wiedząc, co ma robić, gdy Kasia powróciła z kilku łodygami nikotiany109 w ręku. Kwiaty pachniały już z daleka odurzająco. Zbliżyła je do twarzy Nikodema. Ten sądząc, że zostaje obdarowany, zaczerwienił się i wyciągnął rękę.

— Ależ nie! To nie dla pana. Niech pan powącha! Bajeczne, prawda?

— Owszem, ładnie pachną — odparł zmieszany.

— Pan musi być, swoją drogą, bardzo zarozumiały.

— Ja? Dlaczego? — zdziwił się szczerze.

— No, bo już panu się zdawało, że kwiaty przeznaczam dla niego. Pewno często dostaje pan kwiaty od kobiet?

Dyzma wprawdzie nigdy nie dostał od żadnej kobiety kwiatów, odparł jednak na wszelki wypadek:

— Czasami.

— Podobno słynie pan w warszawskim mondzie110 jako silny człowiek.