— Ja?
— Ojciec mi mówił. Zresztą, rzeczywiście, wygląda pan na... Aha, pan gra w bilard?
— Niemal od dziecka — odpowiedział, przypominając sobie zadymioną salkę bilardową w cukierni Aronsona w Łyskowie.
— My też mamy w domu bilard, lecz nikt z nas grać nie umie. Chętnie nauczyłabym się, gdyby pan znalazł dla mnie trochę czasu...
— Pani? — zdziwił się. Nigdy nie wyobrażał sobie, że kobieta może grać w bilard. — Przecie to męska gra.
— Ja właśnie lubię męskie gry. Nauczy mnie pan?
— Z przyjemnością.
— Możemy zacząć choćby zaraz.
— Nie — odparł Dyzma — mam dziś jeszcze dużo roboty. Muszę rozpatrzyć się w księgach, w rachunkach...
— Hm... nie jest pan przesadnie uprzejmy. Ale to leży w pana typie.