— Przywidziało się panu hrabiemu. Nikogo tu nie ma.
— Pst! Brutus! Szukaj szpiega, szukaj!
Ratlerek przyglądał się swemu panu z głupkowatą miną i nie ruszał się z miejsca.
— Głupię bydlę! — zirytował się hrabia — poszoł wont!
Wstał i skradającym się krokiem obszedł dokoła krzaki. Gdy usadowił się znowu na ławce, powiedział pouczająco:
— Nie można nigdy przesadzić w ostrożności.
— Mówił pan hrabia, że będzie mnie potrzebował — zaczął Dyzma.
— Tak, użyję pana jako narzędzia, tylko musi mi pan przyrzec absolutne posłuszeństwo. Oczywiście, nikomu ani słowa. Przede wszystkim pojedzie pan do Warszawy do mojej ciotki, pani Przełęskiej. Jest to bardzo głupia i bardzo szanowana osoba. Pewnie i pan to zauważył, że osoby szanowne najczęściej są głupie?...
— Rzeczywiście...
Ponimirski wykrzywił się ironicznie i dodał: