— Pan pewnie sądzi, że jestem egzaltowana147.
Nie wiedział, co na to odpowiedzieć, więc znowu uciekł się do niezawodnego środka: syknął i chwycił się za łokieć.
— Boli?
— Bardzo.
— Biedny pan. Może by doktora sprowadzić?
— Nie, dziękuję.
— Tak chciałabym panu pomóc.
— Pani ma dobre serce.
— I cóż mi z tego — rzekła ze smutkiem.
Machinalnie wzięła książkę.