— Pan mnie traktuje, jakbym była dzieckiem, uspokaja je rubasznym146 żartem, by przestało płakać. Ale wie pan, że szorstkość często jest dobrym lekarstwem.

— Nie wolno poddawać się nieszczęściu, a trzeba myśleć, jak jemu zaradzić.

Zasępiła się.

— Tu nie ma żadnej rady.

— Każdy człowiek jest kowalem swego losu — powiedział z przekonaniem.

— By być kowalem, trzeba mieć mocne ręce, a widzi pan, jakie moje są słabe.

Wyciągnęła ku niemu rękę, od której powiał zapach perfum.

Dyzma ujął jej dłoń i pocałował. Nie puściła jego ręki, lecz ścisnęła ją mocniej.

— Silnej dłoni potrzeba — powiedziała — takiej dłoni... Taką dłonią można nie tylko swój los wykuć... Czasami mi się zdaje, że dla potężnej woli nie ma żadnych przeszkód, że nie istnieją dla niej niemożliwości... Jest panią wszechwładną, łamie stal, buduje jutro... A jeżeli nie jest egoistyczna, wyciąga dłoń, ratuje i ratuje te biedne słabe istnienia... Ile poezji ma w sobie tajemnicza moc silnego człowieka...

Z wolna cofnęła rękę i powiedziała: