Przygryzła wargi i patrząc na rozłożoną na kolanach książkę zaczęła mówić:
— Wie pan, że od wielu lat pan jest pierwszy, z którym czuję się tak swobodnie i tak... Pańskie współczucie nie ma w sobie ani obrażającej litości, ani egzotycznej indyferencji145... Wie pan, przecie ja z nikim stosunków towarzyskich nie utrzymuję... Pan jest pierwszy, z którym mogę sobie pozwolić na otwartą wymianę myśli, z tym uczuciem, że nie będę źle zrozumiana.
Była zaróżowiona i mówiła z podnieceniem. Dyzma już nie wątpił, że pani Nina na niego „leci”.
— Nie męczy to pana, że wciągam go w orbitę moich smutków?
— Broń Boże.
— Ale cóż moje obchodzą pana?
— Bardzo obchodzą.
— Pan jest dla mnie bardzo dobry.
— Pani dla mnie też. Niech się pani nie martwi, wszystko złe odmieni się, grunt nie przejmować się.
Uśmiechnęła się.