Z kuchni dobiegł ich uszu gwałtowny bulgot i syk.
— Jesssusss, Maryja! — załamała ręce ciotka Michalina — bulion wykipiał!
Drobnym krokiem poczłapała na miejsce katastrofy.
Józef zajrzał do pokoju sypialnego. Natki nie było. Oba łóżka, jej i ciotki, były już posłane. Jego pościel leżała zwinięta na kufrze.
Sypiał w salonie na kozetce. Trzeci pokój zajmowała panna Pęczkowska, stara nauczycielka, daleka krewna nieboszczyka wuja Bulkowskiego.
Właściwie teraz, kiedy panna Pęczkowska wyjechała na lato do Wielunia, mógłby sypiać w jej pokoju, ale ciotka Michalina uważała, że to nieładnie i nawet interwencja Natki nie pomogła.
Zresztą na te parę dni nie było warto. Pojutrze albo może nawet i jutro przyjedzie matka i wyjadą na wieś.
Zaczął systematycznie zdejmować z bambusowej etażerki swoje książki i zeszyty. Książki można będzie sprzedać na Świętokrzyskiej. Wyciągnie się z tego ze trzy i pół rubla, a może trzy siedemdziesiąt pięć. Więcej nie dadzą. Słownika niemieckiego nie sprzeda. Na politechnice może się przydać.
Nigdy nikomu o tym nie mówił, ale postanowił stanowczo pójść na politechnikę.
Już w siódmej klasie, gdy brat Buszla inżynier od „Lilpopa” zabrał ich do fabryki, postanowił zostać inżynierem.