— Perfumy dają dwadzieścia dwa procent, mydła zaledwie dziesięć, instrumenty chirurgiczne w ogóle leżą, gumowy towar w najlepszym wypadku czternaście, chemikalia od dziesięciu do trzynastu... Nie mówię, żeby to był zły interes. Daj nam Boże zawsze. Ale czy tak się robi majątek?

— Eee, tam! — pogardliwie machnął ręką Mech.

— Ja się pytam — namiętnie powtórzył Weisblat — czy tak się robi majątek? Czy tym doszli do milionów taki Abram Lichtarz albo Wiewiórkowski?... Nie, panowie!... Trzeba nabrać rozmachu, trzeba znaleźć coś lepszego. Tamto jako podstawa przedsiębiorstwa — w porządku. Ale teraz dobry interes to tylko koks.

— Jak to koks? — zdziwił się Domaszko.

Kelner podawał zupę i Weisblat zamilkł. Gdy już zupa była nalana, wyjaśnił:

— Kokaina...

— Ce, ce, ce — zacmokał Mech.

Domaszko zmarszczył czoło:

— Wwóz kokainy jest zakazany.

— Otóż to — potwierdził Weisblat — dlatego właśnie to jest interes.