— Przecież Neumanowie to nie Żydzi — zdziwił się Józef.
— Kto to może wiedzieć — wzruszył ramionami stary Huszcza — wygląda, że nie. Ale zawsze nazwisko obce. Nierasowi Polacy. Niech pan mi wierzy, że dużo mnie kosztowało, zanim zgodziłem się na małżeństwo syna z ich córką.
Józef, który zarówno z własnych obserwacji, jak i od znajomych wiedział, że stary gwałtownie parł do tego małżeństwa, uśmiechnął się nieznacznie.
— Co? — poderwał się stary — może pan myśli, że ja na pierwsze zaręczyny Wacka inaczej patrzyłem?
— Ależ bynajmniej...
— Nie, nie, panie. Muszę panu wyjaśnić. Panna Monier pochodziła z Francuzów, a to co innego. Bratni naród, wielowiekowa przyjaźń, wspólnota kulturalna, panie, to co innego!
— Dlaczego tedy nie doszło małżeństwo do skutku?
— Ha... Sam pan wie, że Monier zbankrutował. W takich warunkach...
Weszła majestatycznie pani mecenasowa:
— Bardzo panów przepraszam... Witam... witam... Moje panny zaraz będą gotowe. Miałam dziś trochę migreny... A gdzież to pan Wacław?