— Będę mógł — potwierdził Domaszko.
— Jesteśmy tedy na drodze do porozumienia. Przyznacie mi słuszność, gdy stwierdzę, że mało jest zdobyć niepodległość, lecz należy ją umocnić i ugruntować?
— Oczywiście.
— Otóż widzimy tu przed sobą dziedzinę leżącą odłogiem. Wysiłki podejmowane tu i ówdzie są doraźne, przygodne, rozstrzelone, a co główne, skierowane wyłącznie ku materialnej stronie zagadnienia, z pominięciem strony duchowej.
— To prawda.
— Otóż — ciągnął Piotrowicz — jest rzeczą jasną, że byt, trwałość i wartość każdego państwa, narodu i społeczeństwa zależne są od jego ducha, od idei przenikającej wszystkie warstwy, od godności jednostkowej i zbiorowej, od obywatelskiej szkoły umysłów i charakterów, przez którą musi przejść Polska, jeżeli chce sobie zapewnić prawdziwą wolność. Uczą nas tego dzieje innych narodów i trzeba być głupcem, żeby tego nie widzieć, a widząc, nie działać. Oto myśl, dzięki której powstaje „Tygodnik Niezależny”.
— Myśl szczytna i chwalebna — skłonił głowę Józef, konstatując w duchu, że nie doceniał Piotrowicza — czy zamierzacie założyć stronnictwo polityczne, które by podjęło te hasła?
— Niech mnie Bóg broni — żachnął się Piotrowicz — każde stronnictwo polityczne ma program wzniosły i piękny, lecz żadnego nie przestrzega, wszędzie krzewią się łajdactwa, ugoda ze świństwem, ustępstwa na rzecz osobistej wygody, sprzedajność. Nie, moi drodzy, nie myślę tworzyć stronnictwa. Wystarczy, jeżeli znajdzie się głos niezależny, który będzie czuwał nad moralnością naszego życia politycznego, społecznego i kulturalnego. Taki właśnie będzie mój, a jeżeli zechcesz, nasz tygodnik.
— Zatem zadaniem tego tygodnika ma być...
— Piętnowanie! — z mocą dokończył Piotrowicz. — Będziemy piętnować! Piętnować i jeszcze raz Piętnować!