— Ubiera się — podpowiedział Józef.

— Gdzież tam. Wujenka zawsze jest pierwsza ubrana. Tylko torty się trochę zepsuły i zajęta jest... ratowaniem sytuacji.

— A tak — powiedział, podciągając z lekka nogawki spodni.

— No i cóż u pana, panie Józefie?

— Dziękuję pani. Wszystko dobrze.

— Naprawdę cieszę się bardzo, żeśmy się spotkali.

— Przypuszczam, że teraz będę miał możność częstszego widywania pani...

— Ależ naturalnie! — zawołała z ożywieniem. — Ile razy pan będzie miał wolny czas, zawsze będzie tu mile widziany. Pan nie zna mojej wujenki, to jest najcudowniejsza istota na świecie. Zobaczy pan, jak pan ją polubi.

— Tym mi milej — skłonił się i był zły na siebie, że nie może pozbyć się skrępowania. Dlatego też powiedział prosto:

— Ale będę panią widywał i w redakcji.