Dopiero położywszy się do łóżka, zabrał się do czytania „Tygodnika”.

Na pierwszej stronie była płomienna inwokacja do czytelników. Nastał czas walki z pasożytnictwem, sobkostwem, obłudą, lichwą moralną, demagogią, złodziejstwem, niszczycielstwem, łapownictwem, handlem przekonań, frymarką haseł. Nastał czas, a „Tygodnik Niezależny” bierze na siebie obowiązek przodowania w tej walce, staje się trybuną, z której bezwzględnie i nieustępliwie piętnować będzie wszystko zło, trybuną dostępną dla każdego. „Tygodnik” stawia sobie szczytny cel: być sumieniem narodu!

„Słusznie i mądrze” — z zadowoleniem skonstatował Józef, zdając sobie sprawę, że tym sumieniem kierować będzie wraz z Piotrowiczem on sam — odwrócił numer i przeczytał — „wydawca: Józef Domaszko”.

Drugi artykuł, podpisany przez Jacka Piotrowicza, był wielkim atakiem na stronnictwa polityczne. Krótko mówiąc, odmawiał im czci i wiary, wszystkim bez wyjątku. Wyglądało to dość gołosłownie, ale przecież było mocne i przekonywało racją.

Na następnej stronie profesor Chudek rozprawiał się z polityką gospodarczą rządu, wykazując niezbicie, że skarb państwa dąży do doszczętnego zrujnowania rolnictwa, przez popieranie większej własności ziemskiej ze szkodą gospodarstw chłopskich.

To zbyt przekonywająco nie przemawiało, gdyż zalatywało od tego socjalizmem.

Artykuł profesora mógł zrazić do „Tygodnika Niezależnego” sfery ziemiańskie i Józef postanowił zrobić wszystko, by na przyszłość zapobiec podobnym enuncjacjom.

Jeszcze większe zastrzeżenie wywołał w nim następny utwór publicystyczny, podpisany J. P. (prawdopodobnie Jan Pękalski, a może Jacek Piotrowicz?). Atakowano tu rząd za politykę ceł umożliwiającą wwóz do kraju jedwabiu, kosmetyków i w ogóle przedmiotów zbytku. To godziło wprost w interesy „Polimportu” i Józef uczuł się tym dotknięty osobiście.

Poza tym numer zawierał wiele artykułów wymierzonych personalnie przeciw ogólnie znanym osobistościom, a niesłychanie ostro krytykujących ich działalność publiczną. Niektóre z nich zawierały zarzuty natury prawie kryminalnej.

Józef Domaszko nie mógł zasnąć po przeczytaniu tych wszystkich rzeczy, które przecież firmował swoim nazwiskiem. Oczywiście, należy tępić nadużycia, trzeba krytykować błędy i wytykać wady, można nawet piętnować to i owo, ale czyż nie lepiej unikać tego tonu! I co o tym ludzie powiedzą!