Zaraz z rana miał próbkę opinii. Zatelefonował doń mecenas Neuman. Był wzburzony:

— Coście panowie najlepszego zrobili w tym tygodniku!

— O co chodzi, panie mecenasie? — przeraził się Józef.

— Daruje pan, ale nie mogę tego nazwać inaczej, jak tylko paszkwilem! No, osmarowaliście dyrektora Brzęczkowskiego! Najuczciwszy człowiek na świecie, ogólnie szanowany. Zasłużony obywatel kraju...

— Aha, to chodzi o sprzedaż cegielni...

— Właśnie! Ja sam znam doskonale tę transakcję. Miasto kupiło i nie zapłaciło ani o jeden grosz więcej, niż cegielnia jest warta. Nie mogę pojąć, jak pan, panie Józefie, dał się wprowadzić w błąd i dopuścił do takiego skandalu!

— Daję panu słowo — bronił się Domaszko — że o niczym nie wiedziałem.

— Muszę panu wierzyć — oburzał się adwokat — ale przyzna pan, że jako wydawca...

— To zrobiono za moimi plecami.

— W każdym razie Brzęczkowski wytacza wam proces. Grubo za to odpowiecie. No i będziecie musieli zamieścić sprostowanie.