Józef obiecał zrobić wszystko, co będzie leżało w jego mocy, by dyrektorowi Brzęczkowskiemu dać pełną satysfakcję.
W biurze siedział jak struty. Przed jedenastą wrócił do domu. Kazał przygotować czarną kawę, likier i papierosy. Pierwszy zjawił się doktor Żur.
— Numer zrobił doskonałe wrażenie — powiedział z zadowoloną miną — możemy sobie powinszować.
— Nie ja — zimno zaznaczył Domaszko.
— O, a dlaczegóż to?
— Przede wszystkim ten napastliwy ton, a poza tym skandal z Brzęczkowskim.
— Ach, zna pan tego starego łajdaka?
Józef podniósł brwi:
— Wiem od osób wiarygodnych, że pan Brzęczkowski jest osobistością szanowaną i cieszy się jak najlepszą opinią.
— Paweł Brzęczkowski — zdziwił się dr Żur — ta stara świnia? Co też pan opowiada! Szwindlarz i lichwiarz jakich mało. Podczas okupacji niemieckiej był denuncjantem i utrzymywał szulernię. Własną żonę odstąpił jeszcze przed wojną Purclowi za pięć tysięcy rubli.