Wytoczę im sprawy o oszczerstwo, to raz! Zamieszczę w „Tygodniku” wyjaśnienie, że nie jestem odpowiedzialny za jego treść, to dwa! Natychmiast przestanę wydawać „Tygodnik” i zerwę z tymi szaleńcami — to trzy!

Dopadł najbliższego auta i kazał się wieźć do redakcji.

Przebiegł jak burza przez pierwsze dwa pokoje. Były puste.

— Oczywiście, uciekli! — zawołał z gorzkim triumfem.

W trzecim zastał pochyloną nad maszyną pannę Lusię.

Powitała go uśmiechem słonecznym, lecz i to go nie rozbroiło.

— Straszne... Straszne — sapał, całując ją w rękę — Piotrowicza, oczywiście, nie ma, nikogo nie ma?!...

— Owszem są! Co się stało? — zawołała z przestrachem.

— No jak to? Nie czytała pani dzisiejszych dzienników?...

Nagle drzwi do gabinetu otworzyły się i wpadł Piotrowicz: