— Wiwat — zawołał radośnie — jest, panowie, nasz rozpustny starzec i zausznik tudzież zarękawek gubernatora!

Domaszko zrobił wściekłą minę:

— To skandal! To okropne!

— Chodźcie, kolego — z uśmiechem odpowiedział Piotrowicz.

Wewnątrz byli wszyscy. Siedzieli i palili papierosy tak, że dym po prostu dusił.

— Widzę, że panowie są bardzo zadowoleni — z docinkiem powiedział Domaszko.

— A pan czemu się martwi? — zapytał, poprawiając binokle, profesor Chudek.

— Przecież to jest łajdactwo! — wybuchnął Józef.

— Co?

— No te oszczerstwa!