— Wcale nie żartuję. Wytaczam proces potwarcom i wycofuję się z „Tygodnika”.
— Widzicie, panowie — z ironią powiedział Piotrowicz — jak w Polsce można walczyć z łajdactwem.
— Ależ ja bynajmniej nie przeszkadzam wam, kolego, walczyć — bronił się Józef.
— Owszem, zarzynacie wydawnictwo.
— Wcale nie!
— Wycofanie waszego wkładu, wiecie to dobrze, kładzie nas na obie łopatki.
— Toteż nie wycofuję wkładu — zdecydował się Józef — zatrzymacie ten wkład, póki wam będzie niezbędnie potrzebny... No, dajmy na to przez rok, czy pół roku... Nie chcę tylko figurować jako wydawca.
— Po prostu tchórz was obleciał — tupnął nogą Piotrowicz.
— Wypraszam sobie...
— Tchórz was obleciał — ryknął Piotrowicz, nie dając mu dojść do słowa — wstyd doprawdy! A gdzież wasze przekonania?! Gdzie chęć służenia dobrej sprawie?! Gdzie hart ducha?! Gdzie, u diabła ciężkiego, charakter?!