Piotrowicz wstał i zbliżył się doń z groźną miną:
— Pan, zdaje się, zapomina, panie kolego, że to ja jestem redaktorem i ja decyduję o tym, co ma być w piśmie.
— Wcale nie zapominam.
— Więc cóż ma oznaczać ta jakaś próba zakazu?
— Nie zakazu, tylko po prostu wycofuję się.
— Co? — zawołali wszyscy.
— Wycofuję się. Nie mogę wydawać ani podpisywać pisma, które staje się magnesem do ściągania na moją głowę obelg i potwarzy.
Zaległa cisza.
— Mówicie to poważnie? — zapytał Piotrowicz.
— Pan Domaszko żartuje — zaśmiał się Chudek.