— Winszuję panom, ale ja nie znajduję przyjemności w odbieraniu obelg.
— Te napaści świetnie wpłyną na nasz nakład — zauważył rzeczowo doktor Żur.
— Co tu gadać — uderzył w stół Piotrowicz — pierwszy numer spełnił swoje zadanie kija wsadzonego w mrowisko.
— Więc jak to? Nie zamierzacie reagować na te oszczerstwa?
— A co? Mamy może tym szujom posłać sekundantów!
— No, czy ja wiem — denerwował się Józef — może nie sekundantów, ale po prostu pociągnąć ich do odpowiedzialności sądowej.
— O, to, oczywiście, zrobimy.
— Oszaleć można!
— Można, ale nie trzeba. Wytoczymy im proces, a w dodatku zaraz, w tym numerze podamy do wiadomości publicznej wiązankę szczegółów z życia tych panów! No, już będą mieli się wybornie.
— Za pozwoleniem, panie kolego — zaprotestował Domaszko — ale ja mam już tego powyżej uszu i bynajmniej nie pragnę owej fali oszczerstw.