Od samego rana był straszny gwałt. Przyszła depesza od pani Domaszkowej, że przyjeżdża najbliższym pociągiem.
Natka biegała na Dworzec Wiedeński dowiedzieć się, kiedy przychodzi pociąg z Koluszek. Ciotka Michalina nolens volens22 zabrała się do przygotowania pokoju panny Pęczkowskiej dla matki Józefa.
— Jesssus, Maryja, jak ja sobie dam radę z tym wszystkim! — wołała co chwila, przerywając tym sobie opowiadanie o przyjęciu u Skałkiewiczów.
Józef słuchał tego jednym uchem, znowu zajęty swoim projektem mechanicznej polewaczki.
Przed południem przyszedł Buszel. Miał nerwowe oczy i strasznie ziewał.
— Popiliśmy się wczoraj — mówił — na glanc. Malinowski rozchorował się i co trzy kroki jechał nad morze.
— A gdzie byliście.
— Gdzieśmy nie byli! Zaczęło się od budy Grubego, później u Lija...
— Ooo! — zdziwił się Domaszko.
— Bracie — z miną starego hulaki zaśmiał się Buszel — po osiem rubli na twarz pękło.