— Nie chcę mamo, co on sobie pomyśli.
— Dzień dobry, panie Józefie — zdecydowała się wreszcie.
— Dzień dobry, panno Rosiczko.
— Pan jest paskudny, nieznośny, wcale nie chcę z panem rozmawiać!
— Cóż zawiniłem? — skrzywił się Józef.
— Czemu się pan nie pokazuje? Czy tak można? Ja wiem, że pan sobie nic ze mnie nie robi, ale może by chociaż przez grzeczność, przez zwykłą uprzejmość zechciał pan nas odwiedzić?
— Kiedy doprawdy...
— Panie Józefie, jeżeli pan zaraz nie przyjdzie, będzie pan miał we mnie śmiertelnego wroga.
— Ultimatum? — próbował żartować.
Lecz ona mówiła serio.