— Nie, zapewniam panią, że mam nawał roboty.

— Widziałyśmy, widziałyśmy. To zdaje się była panna Jurczyńska?

— Nie, proszę pani, panna Hejbowska. Znam ją od dziecka, bo nasze rodziny były zaprzyjaźnione.

— Bardzo przystojna panna, tylko po co utleniła sobie włosy.

Józef był już zły:

— Wcale nie utleniła, proszę pani, zawsze miała takie... piękne.

— Ach tak? Więc omyliłam się... Panie Józefie, odbierają mi słuchawkę...

Domaszko usłyszał jej szept:

— No bierz, bierz prędzej.

I przyciszony głos Rosiczki: