— Mama musiała wyjść na kwadrans do cioci Jadzi, bardzo pana przeprasza. W salonie froterują podłogę, może pójdziemy do mego pokoju.

Był to mały, różowy pokoik. Wskazała mu miejsce na kanapie i usiadła naprzeciw.

— Panno Rosiczko — zaczął.

— Brzydki pan jest... Brzydki i nielitościwy.

— Jak to?...

— Płakałam przez pana. Pan wcale nie ma serca.

W jej oczach zaszkliły się łzy.

— Pan nawet nie wie, jak ta jędza Nuna mi dokucza i ten jej obrzydliwy narzeczony. I nikogo nie ma, kto by mnie obronił, kto by mnie pocieszył. Jestem nikomu niepotrzebna.

— Panno Rosiczko...

— Nie, niech pan już nic nie mówi. Ja wiem, że pan potraktował mnie jak zabawkę... Jak taką bezwartościową zabawkę... A teraz jeszcze unika mnie pan. Pozwala mi na takie upokorzenia, że się cała trzęsę ze wstydu... O, niech pan zobaczy.