Wyciągnęła doń rękę, która istotnie drżała.
Pocałował i pogładził rękę, przypominając sobie ręce Lusi.
— No, proszę się uspokoić, proszę się uspokoić — powtarzał, zdając sobie jednocześnie sprawę z tego, że byłoby okrucieństwem powiedzieć jej teraz, że kocha inną.
— Ta jędza Nuna drwi ze mnie, że biegam do każdego telefonu, że nasłuchuję dzwonków. Pewnie, że jestem głupia... Pan też uważa mnie za głupią, za bardzo głupią, brzydką, wstrętną, narzucającą się?...
— Ależ, bynajmniej...
— O, nie! Wiem, że pan mną po prostu brzydzi się.
— Jak można takie głupstwa mówić — zaprotestował oburzony.
— Wcale nie głupstwa. Pan mnie nawet nigdy nie pocałował.
— No, jakże, panno Rosiczko — perswadował zakłopotany.
— Tak, tak, gdyby pan miał dla mnie chociaż iskierkę uczucia...