— Panno Rosiczko! Bardzo mnie boli to, co pani mi zarzuca. Mam dla pani wiele życzliwości i... doprawdy moglibyśmy pozostać przyjaciółmi.

Drzwi otworzyły się i stanęła w nich uśmiechnięta pani mecenasowa.

— No, moi państwo, kolacja na stole.

— Mamo — odezwała się po pauzie Rosiczka — pan Domaszko nie ma zamiaru zostać na kolacji i właśnie chciał cię pożegnać.

Skinęła mu lekceważąco głową i wybiegła z pokoju.

Józef skłonił się.

— Co się tu stało? — zapytała pani Neumanowa. — Pokłóciliście się państwo?

— Daruje pani mecenasowa, jest mi naprawdę niezmiernie przykro, ale panna Rosiczka obraziła się na mnie i wyraziła życzenie niewidywania mnie więcej. Wobec tego...

— Ach, to prawdopodobnie jakieś nieporozumienie, drogi panie Józefie, ach młodzi, młodzi... niechże pan tego do serca nie bierze. Rosiczka jest taka porywcza, ale to w gruncie rzeczy bardzo dobra dziewczyna i mogę pana zapewnić, że żywi dla pana więcej niż sympatię.

— Jednak wybaczy pani mecenasowa — ukłonił się powtórnie.