— Natka?...

— No przecież nie królowa Bona, tylko Natka.

— Że niby w ciąży?

— No, sama ciotka mówiła!

— Boże uchowaj. To już dawno skończyło się. Ona tylko ma dziecko.

Józef przetarł oczy. Teraz dopiero poczuł, że cały zlany jest zimnym potem. „O, idioto! — myślał — przecież ona nie mogłaby tak prędko...”

Ciotka Michalina, chlipiąc, zaczęła opowiadać. Okazało się, że dziecko ma już ósmy rok. Winowajcą jest żołnierz niemiecki, ale Polak, z zawodu introligator. Zły los chciał, że podczas okupacji wyznaczono go im na kwaterę. Chłopak ładny, zgrabny i nawet porządny rzemieślnik, inteligentny, bo to już z fachu, z książkami zawsze, a i szkołę skończył. Otóż, że to diabeł nie śpi, między młodymi, Boże odpuść, doszło do grzechu. Obiecywał żenić się, ale akurat go wysłali na francuski front i popadł w niewolę, a później do Ameryki...

— A cóż dziecko?

— Ano synek. Kropla w kroplę wykapany ojciec. Cezary mu na imię. Nie ojcu, a synowi. Bo ojcu to Wojciech Cześniak, ale wiadomo syn, że nieślubny, to ze wstydem trzeba było na nazwisko Natki zapisać.

— Ale gdzie jest ten syn?