— Mam.
— No, to każ pan dać. A czarna kawa jest?
— W tej chwili każę zrobić.
Gdy wychodził, usłyszał, jak Piotrowicz powiedział:
— To bałwan.
A profesor uspokajał Piotrowicza:
— Pozbędziemy się go wówczas, gdy...
Dalej nie słyszał, lecz i to go wzburzyło.
„Dobre ptaszki — myślał — pismo przecież jest moje. Jeżeli zechcę, to nikomu nie odstąpię i już”.
Panowie wypili kawę, po kilka kieliszków najtańszego koniaku, jaki Józef mógł znaleźć w domu, i wynieśli się.