— A, pamiętaj pan — żegnał go Chudek — że pojutrze na piątą idziemy do Krotyszowej.

— Z całą przyjemnością — zapewnił szczerze Domaszko.

Zaciekawiło go bardzo środowisko, w jakim obracała się ta pani, no i jej sąd o artykule.

Zatelefonował do państwa Szczerkowskich, lecz dowiedział się, że Lusi nie ma w domu. Poszła z wizytami wraz z wujenką.

Nie miał nic do roboty. Zabrał się więc do pisania studium o paryskich latach Słowackiego.

Znał wybornie przedmiot, gdyż śp. stryj Cezary zasypywał go lekturą o wieszczu, a i w swojej bibliotece miał materiałów w bród.

Jednakże nie był usposobiony do pisania i odłożył pióro.

Na kino nie miał najmniejszej ochoty.

Nagle przypomniał sobie to dziwne nazwisko: madame Ravanaka... Hm... Praga, ulica Stalowa 74... a mieszkanie?...

Wyciągnął z palta zapomniany numer „Gońca Stołecznego” i odszukał ogłoszenie wróżki.