— Tak. Pomogą panu w pańskiej karierze. Jeszcze mogę powiedzieć panu dwie rzeczy: będzie pan żył bardzo długo i szczęśliwie, lecz nigdy nie będzie pan miał dzieci. Oto wszystko.
Puściła jego rękę i wstała.
Józef wydobył z portfela dwadzieścia złotych, położył na stole i skłonił się:
— Bardzo pani dziękuję. Chciałem panią zapytać tylko, czy pani zna również moje nazwisko?
— Nie.
Zaśmiał się i ukłonił się powtórnie. Odprowadziła go do drzwi.
Był kompletnie roztrzęsiony. Cóż za niebezpieczna kobieta! Brr...
Wziął najbliżej stojącą taksówkę i pojechał do domu.
Noc spędził źle. Męczące sny, w których mieszały się postacie wróżki, Piotrowicza, Mecha i Rosiczki, nie dawały mu spokoju i budził się kilka razy zlany potem.
W rannej poczcie znalazł długą, niespotykanie długą, ciemnobrązową kopertę, zaadresowaną dużym okrągłym pismem. Wewnątrz, na ćwiartce ciemnoniebieskiego grubego brystolu, napisano tymże charakterem pisma: