— Nie wiem. Ale sądzę, że pana pokocha, jeżeli to już nie nastąpiło.

— Czy... czy... pobierzemy się?

— Wiem o tym tyle, co i pan, to znaczy nic.

Na twarzy Józefa odbiło się rozczarowanie, więc dodała:

— Uprzedziłam pana, iż nie jestem wróżką w pospolitym tego wyrazu znaczeniu. Mogę jeszcze panu powiedzieć, że w każdym razie aura pańska polepsza się. Obecnie ma pan wiele kłopotów z kobietami, a raczej z inną młodą panną i poza tym rodzinne... jakieś dziecko, którego ojcem nie jest pan... Ojcem jest ktoś daleki... Introligator z zawodu, pan o tym wie.

— Tak — potwierdził — a mogłaby mi pani powiedzieć, czy on ożeni się z matką tego dziecka?

— Mogę tylko przypuszczać, że sprawa zostanie załatwiona ku pańskiemu zadowoleniu, a myślę tak dlatego, że, jak wspomniałam, aura pana poprawia się. Jeszcze ma pan zmartwienia z jakimiś drukowanymi rzeczami. I to minie.

— Czy lepiej będzie, jeżeli zerwę z tymi rzeczami?

— Chyba nie. Zresztą spotka pan w tych dniach kobietę i mężczyznę, którzy zaważą na pańskim życiu. Ona brunetka, a on rudawy.

— Zaważą dodatnio?