— Że to pański wspólnik, chciał pan powiedzieć?
— Wspólnicy — poprawił.
— Cóż jeszcze chciał pan wiedzieć?
Poruszył się na krześle:
— Chciałem zapytać, czy... czy to nie pociągnie dla mnie przykrych następstw?...
Zawahała się i kiwnęła głową:
— Owszem, ale nie takie, jakich się pan obawia. Poniósł pan już pewne straty materialne i podobne czekają pana jeszcze. Poza tym nic panu nie grozi.
Odetchnął z ulgą.
— Jest pan zakochany w młodej, ładnej dziewczynie. Blondynka. Bardzo dobra. Poważna panna.
— A ona? — zaczerwienił się Józef.