— Tak — skinęła głową.

To jedno słowo było iskrą, która wysadziła nową prochownię najczulszych epitetów i entuzjastycznego podziwu.

Weszła pani Szczerkowska i, udając, że nie widzi zrywającego się z kolan Józefa, zapytała:

— Czy nie napilibyście się kawy? Po bardziej gruntownej koniugacji pewnego czasownika kawa doskonale robi.

— Wujenko! — krzyknęła Lusia.

Pani Szczerkowska oparła się o poręcz łoża i dodała z uśmiechem:

— W moim wieku ma się już egzorcyzmy gramatyczne tylko w dalekim wspomnieniu. Jakże to idzie? Zaraz... zaraz... Ich liebe dich, du liebst mich59...?

Lusia spojrzała na nią roziskrzonymi oczyma i zakończyła cichutko:

Wir lieben uns60.

— Jak to znać świeżo odbyte wprawki! — poważnie oświadczyła pani Szczerkowska i rzuciwszy okiem na kompletnie zdetonowanego Józefa, dodała: — teraz przyniosę wam kawy.