— Wujenka mówi, że prawda — powiedziała, spuszczając oczy.
— A pani?...
— Wujenka nigdy nie kłamie.
— Boże!
W jednej chwili nabrał odwagi, chwycił jej rączki (najpiękniejsze rączki na świecie) i zaczął obsypywać pocałunkami.
— Niech pan usiądzie — poprosiła — mnie przykro, że pan tak...
— Panno Lusiu, pani sobie nie może wyobrazić, jak ja panią kocham! Jaka pani śliczna, jaka dobra, jaka najcudowniejsza.
Lusia słuchała i bardzo jej się to podobało. Czuła wprawdzie odrobinę rozczarowania.
Czytała w jednej powieści, że bohaterka została natychmiast i doraźnie wycałowana przez bohatera, a pan Józef kontentował się rękami, nawet nie próbując pocałować ją w usta.
— Czy pani naprawdę chociaż odrobinę mnie kocha, panno Lusiu?