— Na jaką babę?
— No, na Krotyszową.
— Bo co? Profesor myśli, że mnie ugryzie?
— Możliwe. Wampir. Emanacja nadkobiecości, fluorescencja intelektualna. Łyka serca jak indyk gałki.
— Nie ma obawy! — za głośno roześmiał się Józef i klepnął się po kolanie.
Profesor Chudek odwrócił się, zmienił okulary i spojrzał nań ze współczuciem:
— Był pan na śniadanku — zawyrokował — spiritus vini rectificativus cum61 kropelkis.
Domaszko roześmiał się jeszcze weselej:
— Myli się pan, coś lepszego.
— Koniak?