— Nie, nektar, olimpijski nektar! Ozon! Rosa zbierana z róż!

Profesor znowu zmienił szkła, odwrócił się do maszyny i stuknąwszy kilka razy palcem, powiedział dobitnie:

— Osiem zero cztery.

— Numer telefonu? — zdziwił się Józef.

— Tak. Niech pan zadzwoni.

— A po co?

— Tam pana poszukują.

— A co to jest?

— Szpital Jana Bożego — flegmatycznie wyjaśnił Chudek.

W innym wypadku Józef obraziłby się śmiertelnie, teraz jednak uznał to za komplement i śmiał się na całe gardło: