Wzmianka kończyła się paru soczystymi definicjami, a opatrzona była nagłówkiem: — „Pan Józef Domaszko — Katon od... gumowych towarów”.

Szkarłat zalał tak do niedawna radosne oblicze Józefa.

Boże! Jeżeli to trafi do jej rąk!...

Na samą myśl zimny pot wystąpił mu na grzbiecie.

Szczęściem był to lewicowy dziennik i do tego brukowy. W domu pani Szczerkowskiej na pewno nikt go nie czytał.

Przejrzał wzmiankę powtórnie, przetarł czoło, gdy pochylił się nad nim doktor Żur:

— A, czyta pan przyczynek do swojej biografii — zauważył.

— Doktorze, mnie wprost ręce opadają — zajęczał Domaszko.

— Co to pana obchodzi? — wzruszył ten ramionami — ani panu, ani pańskiemu „Polimportowi” to nie zaszkodzi.

— Ależ to jest kalumnia!