— Kompresy z lodu — wyjaśniła — wuj jest zupełnie nieprzytomny i wygląda jak nieżywy.

— Najlepiej wezwać lekarza — poradził Józef.

— Już telefonowałyśmy. Zaraz przyjdą dwaj. Boże, mój Boże.

— Czy ja — zaofiarował się — na nic przydać się nie mogę?

— O, nie! Wujenka nawet nie przypuszcza, by pan się domyślał.

— Hm... to może ja sobie pójdę... Najlepiej będzie...

Lusia zrobiła smutną minkę:

— Mnie bardzo przykro — powiedziała.

— Tak, pójdę. Przeszkadzam tylko.

Nie zatrzymywała go, więc ją pożegnał, całując mokre, zimie rączki (pomimo wszystko najpiękniejsze na świecie).