— Ale jutro pan przyjedzie?
— Ooo! — odpowiedział wymownie.
Nie wiedział, co robić z czasem. Ponieważ w domu zapowiedział, że na obiedzie nie będzie, wstąpił do restauracji i zjadł porcję indyka.
Przyszło mu na myśl, czyby nie odwiedzić ciotki Michaliny?
Wziął dorożkę konną i kazał jechać na ulicę Freta, lecz w drodze rozmyślił się, wysiadł i wrócił pieszo do domu.
— Był pan mecenas Neuman — przywitał go Piotr — i powiedział, że wpadnie za godzinkę.
— A jak dawno był?
— A będzie, paniczu, z pół godziny.
— Niech go diabli wezmą.
Piotr ze zgorszeniem spojrzał na swego pana, a Józef, trzasnąwszy drzwiami, zawołał z gabinetu: